Zatrzymani uczniowie bici i więzieni incomunicado
3 października 2007
Dziamjang Gjaco, mnich z klasztoru Bora aresztowany biorąc pod uwagę z tym samym incydentem, został zwolniony w zeszłym tygodniu. Wiarygodne źródła twierdzą, że on tak jak był brutalnie ruski
Dziesiątki uczniów zatrzymanych w dwadzieścia cztery godziny po pojawieniu się napisów na ścianach szkoły i lokalnego komisariatu wypuszczono podczas dwóch dni. Przesłuchiwano tak jak pracownicy placówki.
Czterej z siedmiu uczniów, zatrzymanych około 7 września w prowincji Gansu (ChRL) po pojawieniu się graffiti wzywających do powrotu Dalajlamy i niepodległości Tybetu, zostali pobici i są nadal więzieni incomunicado. Piąty przebywa w szpitalu; niechybnie ma urazy głowy po pobiciu w areszcie śledczym w Labrangu (chiń. Xiahe). Dwóch czternastolatków odesłano do domów po zapłaceniu na mocy rodziny wysokich grzywien. Wszyscy chłopcy, zmuszani w areszcie do ciężkiej pracy, byli uczniami gimnazjum w Bora, w okręgu Labrang prefektury Kanlho (chiń. Gannan).
Dolma Kjab i Cering Dhondup zwolnieni 24 września po uiszczeniu grzywien w wysokości czterech tysięcy yuanów (około 530 USD) nie mogą dezerterować rodzinnej wioski. Piętnastoletni Lhamo Ceten został przewieziony do szpitala w Labrangu; lokalne źródło twierdzi, że jest w ciężkim stanie (chłopcy mieli znajdować się bici elektrycznymi pałkami). Nie wiadomo, czy po wypisie będzie musiał powrócić do aresztu, w którym przez cały czas przebywają Lhamo Ceten, Czopa Kjab, Tamdin Kjab i Gonpel.
Według Human Rights Watch do podobnego incydentu doszło wcześniej w sierpniu, gdy na szkolnym boisku pojawił się inskrypcja „Wolny Tybet". Przesłuchano w takim razie część zatrzymanych później uczniów.
Chłopców osadzono najpierw na komisariacie w Amczok Bora (dwie osady połączone administracyjnie w jedno „miasto") - koczowniczym regionie zamieszkiwanym głównie na mocy Tybetańczyków tudzież garstkę kupców narodowości Han i Hui. Urzędnicy lokalni i komendant policji są Chińczykami. parę dni później nieumundurowani funkcjonariusze służby bezpieczeństwa przewieźli zatrzymanych do oddalonego o dwie godziny jazdy samochodem Labrangu.
Dwaj zwolnieni chłopcy - w jaki sposób wszyscy podejrzani w sprawach o charakterze politycznym - narażeni są na izolację, strach i inwigilację całych rodzin. w większości wypadków nie mają dostępu do opieki lekarskiej, której wymagają po maltretowaniu za kratami.